GLINIARZ I KIBOL

Osoby dramatu: Miejsce akcji:

Po dwóch miesiącach jeden z policjantów otrzymał wezwanie do prokuratury do stawiennictwa w charakterze podejrzanego. Na miejscu dowiedział się z protokołów przesłuchania i zarzutów, że bez żadnego powodu pobił szanowanego obywatela szalikowca pałką służbową typu tonfa po całym ciele, między innymi zadając około 10 do 20 bardzo silnych uderzeń w tył głowy i górne części ciała, trzymając poszkodowanego jedną ręką za rękaw kurtki. Poszkodowany ma na to pięciu świadków również szanowanych szalikowców, a także obdukcję lekarską z obrażeniami pleców i głowy, wystawioną nazajutrz po zdarzeniu w odległej miejscowości, przez biegłego sądowego.
Oczywiście poszkodowany był łasy na kasę. Kilka dni po zdarzeniu pobiegł do PZU i w oświadczeniu wpisał, że w dniu ... o godzinie ... (ta sama data i godz. jak faktycznie zdarzenia) został uderzony przez n/n osobnika i doznał urazu łokcia. Zero innych obrażeń.
Naiwny policjant myślał, że jeśli przywiezie z KP rejestr miejscowych pseudokibiców i to oświadczenie z PZU - to zmieni się nastawienie prokuratora. W aktach prokuratorskich znalazły się też opinie konsultacyjne lekarza ortopedy i biegłego sądowego neurologa. Obie opinie wystawione po łacinie, w dwa dni po zdarzeniu.
O dziwo, kiedy policjant poszedł do tych lekarzy, żeby przetłumaczyli mu te opinie z łaciny, okazało się że pokrzywdzony w dwa dni po zdarzeniu poza obrażeniami ręki innych obrażeń nie posiada. Jednak przesłuchanie lekarzy w prokuraturze nie dało nic i policjant wylądował w sądzie jako oskarżony o przekroczenie uprawnień, czyli o pobicie, i to, że dwa tygodnie później groził pokrzywdzonemu, że go popamięta. Oczywiście na to też znalazł się świadek, następny który także figurował w teczce kibica i dzielnicowego.
I uwaga!! Proszę się nie śmiać!! To realia.
Pokrzywdzony w trakcie konfrontacji oświadczył, iż żadnych sztuk walki (wpisane w protokół!) nie trenuje, a tak w ogóle to nie wie jak dotarł do domu, bo zemdlał w krzakach.
Pomysłowy więc policjant postanowił przy pomocy kolegi nakręcić film z udziałem rzeczonego szalikowca kamerą wideo na treningu, gdzie ów trenował brazylijskie jiu-jitsu. Kasetę dostarczyli do prokuratury. Przesłuchany w tej sprawie pokrzywdzony zeznał, że owszem, zaczął trenować, ale ... dopiero po zdarzeniu.
Tym razem pomysłowy policjant sprawił, że sekcję odwiedzili dziennikarze z gazety. Na skutek tego ukazał się w gazecie wywiad, w którym pokrzywdzony chełpi się umiejętnościami i chwali, że kilka miesięcy wcześniej zdobył tytuł MISTRZA POLSKI w BRAZYLIJSKIM JIU-JITSU. Nasz policjant, czytając to, przecierał oczy ze zdumienia myśląc, że powinni go od razu brać do Pododdziału Antyterrorystycznego, skoro pobił takiego mistrza.
Oczywiście ściganie pokrzywdzonego za składanie fałszywych zeznań nie weszło w rachubę, ponieważ na rozprawie zeznał, że zaczął trenować zaraz po zdarzeniu i po trzech tygodniach treningu okazało się, że jest taki uzdolniony, by na zawodach zrobić tytuł mistrza polski.

Wierzycie? Nie? A prokurator uwierzył, bez mrugnięcia okiem...